/       /       /    T2S Plus, nasadka termowizyjna z trybem makro — porównanie z Hti
Wesprzyj projekt na Patreon


T2S Plus, nasadka termowizyjna z trybem makro — porównanie z Hti

$324
Przejdź do sklepu
Korzystam z kamer termowizyjnych od dawna. Najpierw miałem zupełnie prosty model o rozdzielczości 60x60, później kupiłem na jego miejsce HT-A2 o rozdzielczości 320x240, a dziś recenzuję model o rozdzielczości 256x192. Wygląda to na downgrade, ale czy rzeczywiście tak jest?

Przypominam: żeby być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu, polecam obserwować mnie na Instagramie. Będę tam publikować powiadomienia o wszystkich nowych wpisach, a może też pisać po prostu o czymś ciekawym — link do konta

Można też subskrybować aktualizacje i nowe artykuły na kanale Telegram — https://t.me/KirichBlog


Na początek warto powiedzieć, że to moja pierwsza kamera termowizyjna w formie nasadki. Obie poprzednie były w pełni autonomiczne. Dziś chciałbym porównać dość drogi model HT-A2, którego recenzję już kiedyś przygotowałem — recenzja — z nasadką termowizyjną. Opowiem o wszystkich zaletach i wadach jednego rozwiązania w porównaniu z drugim. A jest o czym mówić, uwierzcie mi.

Pierwsze, co mnie zdziwiło, to rozmiar opakowania. Pamiętałem przecież, że kamera termowizyjna jest mała, mniej więcej jak pudełko zapałek. No dobrze, z etui może jak paczka papierosów, ale nie jak kilka cegieł...
W środku znalazłem ładne pudełko i jakiś ciężki pakunek. Na pudełku widniał napis T2S+, czyli moje.


Pudełko w środku jest bardzo schludne. Przy cenie kamery termowizyjnej wydanie paru dolarów na opakowanie jest całkiem normalne. Z drugiej strony korzystam ze smartfona, który przyszedł w zwykłym plastikowym pudełku, więc jeśli producent zechce zadbać o wygląd, to jak najbardziej może.
Kamery termowizyjne są dostępne w dwóch wersjach: do Androida i do Apple. Nie pomylcie ich, bo inaczej trzeba będzie dokupić drugi telefon.

W pakunku znalazłem uchwyt i jakiś niezrozumiały mechanizm. Uwaga: nie mam pewności, jak jest z tym uchwytem. W sklepie są dwie oferty: jedna tańsza, druga droższa i podejrzewam, że w tej drugiej jest uchwyt, a w pierwszej go nie ma.


Cały zestaw razem — większość zawartości to papier.


W zestawie były:
1, 2. Mała kartka z gratulacjami z okazji zakupu kamery termowizyjnej
3, 4. Instrukcja — krótko i ogólnie o tym, co, gdzie i po co przekręcać.


1. Niezrozumiałe, półprzezroczyste naklejki samoprzylepne: duża i mała.
2. Dwa przewody, a dokładniej przedłużacz Type-C–Type-C z kątową wtyczką oraz MicroUSB–Type-C.


Sama kamera termowizyjna jest zapakowana w sztywne etui, w którym ciasno mieści się w odpowiednio wyprofilowanym zagłębieniu.
Ogólnie wszystko jest tu bardzo solidnie zabezpieczone. Na spodzie etui znajduje się naklejka z informacją, że nie wolno kierować kamery termowizyjnej na słońce ani na przedmioty i źródła ciepła o bardzo wysokiej temperaturze — skutki mogą być opłakane.


Na stronie produktu podano krótką specyfikację, mogę więc dopisać jeszcze kilka parametrów:
Rozdzielczość matrycy — 256х192
Częstotliwość odświeżania — 25 kl./s
Ostrość — regulowana
Kąt widzenia — 44.9° + 33.4°
Czułość NETD — 60mK
Czułość MRTD — 500mK
Długość fali w paśmie podczerwieni: 12um
Zakres temperatur, dwa tryby: -20...120°C i 120...450°C

Ciekawe, że w reklamie podano zakres do 400 stopni, a aplikacja informuje o 450 stopniach.

A tutaj porównam już trochę parametry z moim Hti HT-A2.
Różnic jest sporo, ale z tych najważniejszych dla mnie (poza rozdzielczością):
Kąt widzenia/ogniskowa: 56 ° * 42 °/4,0 мм
Zakres pomiaru temperatury: od -20 ℃ do 300 ℃
Częstotliwość odświeżania obrazu termicznego: 9 Гц
Długość fali w paśmie podczerwieni: 8-14um

Jak widać, Hti HT-A2 ma szerszy zakres temperatur, ale jest on „upakowany” w jeden zakres, co czasami może mieć znaczenie.
Różni się też kąt widzenia — w HT-A2 jest nieco szerszy.
Z kolei T2S Plus ma częstotliwość odświeżania 25Гц, a nie 9, i co bardzo ważne — regulowaną ostrość, do której jeszcze wrócimy. W HT-A2 obiektyw jest niestety stałoogniskowy.



Z zewnątrz wygląda nie tylko kompaktowo — trafniej byłoby powiedzieć, że jest maleńki. Wymiary to 26х26х25мм, a obudowa wygląda na metalową albo z bardzo twardego plastiku.
Obiektyw osłania gumowa zaślepka, którą łatwo i wygodnie zdjąć. Na obiektywie są nacięcia ułatwiające regulację.


Na stronie produktu jest nawet grafika porównująca urządzenie ze „znaną marką” — zupełnie jak w reklamach proszku do prania :)
Żarty żartami, ale porównywane parametry „znanej marki” podejrzanie przypominają specyfikację mojego Hti HT-A2, choć na grafice pokazano kamerę termowizyjną w formie przystawki.


No i pierwsze porównanie — gabaryty. Różnica, jak to mówią, „rzuca się w oczy”, ale nie wyciągajcie pochopnych wniosków.


Ważną zaletą Hti HT-A2 jest jego w pełni autonomiczna konstrukcja. W przeciwieństwie do przystawki ma:
1. Wyświetlacz o przekątnej 3.2 cala
2. Kamerę światła widzialnego
3. Podświetlenie
4. Akumulator
5. Wbudowaną pamięć, 3ГБ miejsca na zdjęcia
6. Obudowę z elementami sterującymi tym wszystkim oraz wbudowanymi RTC.

Jeśli podłączymy smartfon do opisywanej przystawki, dostaniemy to samo, a nawet trochę więcej, ale rozmiar zestawu wyraźnie wzrośnie.
Niestety samo podłączenie smartfona, nawet jeśli ma zwykły aparat, nie zapewni funkcji dostępnej w autonomicznych kamerach termowizyjnych — nakładania obrazu termicznego na obraz ze zwykłej kamery. Problem nie leży w oprogramowaniu, lecz w sprzęcie: kamery są zbyt daleko od siebie i trudno będzie prawidłowo zgrać obrazy.



Wcześniej miałem kamerę termowizyjną w formie pistoletu i pod pewnymi względami było to bardzo wygodne. Co więcej, przycisk pod palcem robił zdjęcie — rozwiązanie intuicyjne i praktyczne.
Tutaj w zestawie dostałem uchwyt z pomysłowym mocowaniem. Uchwyt przykręca się do tego mocowania, a samo mocowanie można z kolei zamontować na statywie. Wszystko wydaje się wygodne, ale przepraszam — co przeszkadzało, żeby przynajmniej na uchwycie umieścić przycisk, a najlepiej wyposażyć go we wbudowany akumulator?


Mocowanie przeznaczone do unieruchomienia zarówno samej kamery termowizyjnej, jak i smartfona wykonano po prostu świetnie: metal, frezowanie, czernienie, wysuwana część jest sprężynowana, śruba zabezpieczona przed wypadnięciem, a nawet pokrętła na śrubach są metalowe.
Mój telefon, przeznaczony do współpracy z kamerą termowizyjną, jest dość duży, a mimo to pasuje z zapasem. W miejscach docisku są gumowe wkładki — piękna sprawa.




Konstrukcja mocowania kamery termowizyjnej bardzo przypomina uchwyt na smartfon, ale tutaj dodano ciekawą ramkę ochronną, która teoretycznie ma zabezpieczać złącze kamery przed przypadkowym wyłamaniem. Ciekawe rozwiązanie. Tu również zastosowano frezowany metal.
A skoro mowa o złączu: czytałem, że w tym modelu ma ono mniej styków, przez co słabiej trzyma się w gnieździe. Potwierdzam — styków jest niewiele, ale kamera siedzi ciasno zarówno w gnieździe telefonu, jak i w przejściówce. Z czasem może się to jednak zmienić.


Całość łatwo się składa, a dodatkowo jest tu przegub z blokadą, który pozwala zmieniać kąt ustawienia kamery termowizyjnej względem smartfona. Ogólnie rzecz biorąc, bogato i na bogato — bez dwóch zdań. prawie.


Podczas składania zauważyłem, że w dołączonym przedłużaczu, obok gniazda, są dwa dziwne, symetryczne otwory. Wyglądało to tak, jakby w środku był mikrofon albo dioda LED. Sprawdziłem, poszukałem informacji, ale niczego nie znalazłem.


Jeszcze trochę reklamy ze strony produktu. A tak przy okazji, znowu 400 stopni, a nie 450...


Wszystko byłoby po prostu świetnie, gdyby nie kilka „ALE”.
Na początek pojawił się problem z telefonem. Właściwie mam ich kilka, ale do kamery termowizyjnej wybrałem konkretny model. Pech chciał, że nie dało się na nim zainstalować aplikacji — w żaden sposób.
Próbujesz pobrać ją ze sklepu, a tu wyskakuje błąd. Pobierasz plik APK, ale aplikacja nie widzi samej kamery termowizyjnej, choć ta jest zasilana. No niestety.


Biorę Samsunga żony, bez problemu instaluję aplikację i ją uruchamiam. No dobrze, pierwsza myśl: może Android jest za stary? Na moim telefonie jest wersja 8.1.0. Ale nie — biorę swój główny telefon, którego używam na co dzień. Ma Androida 6.0.1 i aplikacja zainstalowała się od razu. Biorę telefon, którym nagrywam filmy, ma coś z wersji 7.xx — też instaluje się bez problemu. Ostatecznie wygląda to tak:
1. Na telefonie, którego chciałem użyć, aplikacja nie instaluje się albo nie działa
2. Mój główny telefon ma wgniecione gniazdo USB, więc potrzebny jest kabel z dłuższą wtyczką albo trzeba przyciąć zwykłą. Za to aplikacja działa
3. Na moim zapasowym telefonie aplikacja działa, ale ma gniazdo MicroUSB, więc można go używać tylko z uchwytem.
4. Na telefonie żony wszystko działa bez problemu, a gniazdo jest w porządku, ale jak się domyślacie, to nie mój telefon, więc korzystanie z niego jest niewygodne
5. Na jakimś moim bardzo starym smartfonie, chyba nawet z Androidem 5, aplikacja oczywiście się nie zainstalowała.

Ostatecznie postanowiłem użyć telefonu numer 3, tym bardziej że w zestawie jest nawet przejściówka. Mocujemy wszystko razem i sprawdzamy. Przy okazji zmierzyłem pobór prądu kamery termowizyjnej: 50–55 mA. I tu pojawił się kolejny „niuans”: jeśli zdecydujecie się przeznaczyć dla niej osobny telefon, pamiętajcie, żeby odłączać ją, gdy z niej nie korzystacie. Nie wiedziałem o tym i rano zastałem prawie rozładowany smartfon. Oczywiście wcześniej też nie był mocno naładowany, ale jakoś nie pomyślałem, że kamera termowizyjna pobiera energię cały czas. Różnica polega tylko na tym, że w trybie pracy pobiera 55 mA, a w spoczynku 50 mA.

Kolejna niedogodność, niezbyt poważna, ale jednak. Przydałby się jakiś przycisk odcinający zasilanie, bo przy częstym używaniu po prostu zniszczycie gniazdo w smartfonie.


W dłoni wygląda mniej więcej tak


Zamocowałem smartfon i kamerę termowizyjną, po czym spróbowałem nagrywać. W zwykłym trybie, gdy kamera jest podłączona bezpośrednio do telefonu, wszystko działało świetnie. Ale kiedy złożyłem zestaw z uchwytem, zorientowałem się, że kamera jest tu zamontowana „do góry nogami”.
Tak, w aplikacji jest opcja odbicia obrazu w poziomie i obrócenia go o 180 stopni. Wszystko byłoby świetnie, gdyby nie drobny szczegół.
Podczas robienia zdjęć wszystko jest w porządku, ale przy nagrywaniu wideo obraz na ekranie obraca się w trakcie nagrywania, natomiast w zapisanym pliku pozostaje nieobrócony.
Drugi problem: po wyjściu z ustawień, a zwłaszcza z „galerii”, aplikacja zawiesza się z prawdopodobieństwem 99%. Po ponownym uruchomieniu trzeba znów włączyć obrót o 180 stopni. I tak, aplikacja zawiesza się nie z powodu telefonu — dzieje się tak na dwóch różnych urządzeniach.
Szczerze mówiąc, nie pamiętam ani jednego przypadku, żeby mój Hti HT-A2 się zawiesił. Nawet nie mam pojęcia, co wtedy zrobić — pewnie przytrzymać przycisk zasilania, ale nie było okazji tego sprawdzić.


Najprostszym rozwiązaniem jest oczywiście po prostu obrócić samą kamerę termowizyjną. Tak też zrobiłem, co rozwiązało prawie wszystkie problemy, ale pojawiły się nowe.
Po pierwsze, w takim ustawieniu nie ma osłony gniazda, bo znajduje się po prawej stronie i nie da się jej przełożyć.


Po drugie, no tak, pewnie już się domyślacie: w trybie „obraz w obrazie” widać fragment przejściówki USB. To dość naciągany scenariusz, ale taki przypadek rzeczywiście może się zdarzyć.

Jeśli tę recenzję czyta ktoś z producentów:
1. Funkcja obracania obrazu powinna być dostępna w głównych ustawieniach i nie powinna się resetować po odłączeniu
2. Jeśli to niemożliwe, osłonę gniazda powinno dać się przełożyć na drugą stronę, a sama wtyczka powinna być kątowa, żeby nie zasłaniała aparatu w smartfonie
3. Dodaj sprzętowy wyłącznik zasilania, żeby nie trzeba było za każdym razem odłączać wtyczki od telefonu.

Jeśli używasz kamery termowizyjnej bez „uchwytu”, nie trzeba niczego obracać i korzysta się z niej wygodnie. Jak już pisałem, jeden telefon ma MicroUSB, na drugim nie da się zainstalować aplikacji, w trzecim gniazdo jest zbyt głębokie, a ten czwarty, z którym wszystko działa idealnie, nie jest mój.
Rada: przed zakupem spróbuj po prostu zainstalować aplikację Xtherm. Jeśli się zainstaluje, to najprawdopodobniej będzie też działać.



Aplikację Xtherm można bez problemu pobrać, można ją też znaleźć w postaci pliku APK.
Po instalacji kilka razy pojawi się prośba o dostęp do plików, ponieważ aplikacja może zapisywać zdjęcia i filmy. Przy każdym uruchomieniu będzie też pytać o dostęp do urządzenia USB. Jest wprawdzie opcja „rób to automatycznie”, ale jest bezużyteczna.

Ustawień jest całkiem sporo. Szczególnie ciekawe jest to, że można regulować nie tylko współczynnik emisyjności, lecz także odległość, wilgotność i temperaturę otoczenia, a ponadto przeprowadzić korekcję, która przy prawidłowym ustawieniu może zwiększyć dokładność pomiaru temperatury. Z mojego doświadczenia wynika, że w większości zastosowań te ustawienia nie są aż tak istotne, ale jeśli zależy wam na jak najdokładniejszym pomiarze, warto zajrzeć do tego menu.


1. Tutaj można też przełączyć zakres temperatur: niski (-20...+120) i wysoki (+120...+450)
2. Ustawienia pomocnicze — najlepiej zostawić bez zmian
3. Wybór języka
4. Informacje o urządzeniu.


Na ekranie głównym aplikacji jest przycisk wyboru palety kolorów. Zwykle korzystam z domyślnej albo czarno-białej; pozostałe wydają mi się mniej czytelne.
Można tu też wyłączyć skalę wyświetlaną po prawej stronie. Swoją drogą, nie da się jej włączyć w trybie czarno-białym.


Dodatkowe ustawienia, które można włączyć u góry ekranu.
1. Wyświetlanie temperatury na środku / wyświetlanie znaczników maksimum i minimum / siatka / trzy niezrozumiałe tryby: punkt, ukośne linie i kwadrat, a także przycisk usuwania, który wyłącza te trzy ostatnie tryby.
2. Sterowanie obrazem: jasność / kontrast / wyostrzanie / obrót o 180 stopni / odbicie lustrzane / obraz w obrazie.


Regulacja jasności i kontrastu. No cóż, pewnie komuś się przyda, ale raczej nie mnie.


1, 2. W prawym górnym rogu jest przycisk z symbolem przysłony — służy do wymuszenia ponownej kalibracji. Czasami obraz może się zniekształcić i podzielić na dwie części. Naciśnięcie tego przycisku przywraca go do normy. Można też poczekać, aż kamera termowizyjna zrobi to sama, ale może to trochę potrwać.
3, 4. Nieco niżej znajduje się ikona kłódki. Nie wiem, do czego służy. Jeszcze niżej jest przycisk przełączania między kolorem a trybem czarno-białym.


Zainteresowała mnie funkcja HD. Po jej włączeniu częstotliwość odświeżania klatek gwałtownie spada, ale obraz staje się wyraźniejszy. Dla porównania: po lewej zwykły tryb, po prawej HD. Różnicę łatwo zauważyć, zwłaszcza gdy ogląda się na przemian jedno i drugie zdjęcie.
Zakładam, że najlepiej korzystać z tego trybu ze statywu, bo to ewidentnie korekcja programowa.

Powyżej były zrzuty ekranu wykonane telefonem, a poniżej zdjęcia w postaci, w jakiej zapisuje je sama kamera termowizyjna.




Podczas przygotowywania recenzji zauważyłem pewną rzecz. Po pierwsze, pliki generowane przez aplikację są stosunkowo duże: 1440х1080, 2.5 MB, w porównaniu z 320х240, 120 KB w przypadku Hti. Po drugie, mój stary Photoshop odmawia otwarcia tych plików i wyświetla błąd.
W efekcie muszę najpierw przekonwertować je do BMP, a dopiero potem otworzyć w Photoshopie. Co ciekawe, jeśli konwertuję zdjęcia w ACDSee, program proponuje zapisanie ich w PNG. Można odnieść wrażenie, że JPG z nowej kamery termowizyjnej nie jest do końca JPG.


To kilka zdjęć niezwiązanych z porównaniem. Po prostu byłem ciekaw, jak nowa kamera termowizyjna „widzi” w całkowitej ciemności. No jasne, że dla kamery termowizyjnej oświetlenie zewnętrzne nie ma znaczenia. Po prostu byłem ciekaw i mogę powiedzieć, że można się z jej pomocą całkiem dobrze orientować w terenie.


A teraz porównanie. Na początek widać, że rozmiar ekranu przystawki jest w zasadzie ograniczony możliwościami telefonu, do którego jest podłączona. Widać też jednak, że w urządzeniu autonomicznym obraz zajmuje cały ekran, a w przystawce część dostępnego miejsca zajmują przyciski sterujące. Rozmiar ekranu smartfona nie jest więc równy rozmiarowi widocznej części obrazu.


Pierwsza rzecz, do której wykorzystuję funkcję niedostępną w urządzeniu autonomicznym, to zwykły aparat. Chodzi o to, że żeby uniknąć pomyłek, podczas testowania na przykład akumulatorów czasami robię zwykłe zdjęcie, a potem termiczne. Poza tym czasem fotografuję ekran przyrządu albo monitora. Jakość jest oczywiście kiepska, ale jako „notatki” w zupełności wystarcza.


A teraz porównanie. Myślę, że bez podpisów sami się domyślicie, które zdjęcie jest z którego urządzenia.
1. Zegar i ładowarka obok siebie
2. Sama ładowarka.

Przy okazji, ponieważ kąt widzenia kamer termowizyjnych jest mniej więcej taki sam, porównanie jest dość łatwe — niewielką różnicę można pominąć.


1. Czajnik na kuchence gazowej
2. Druga strona ściany, za którą stoi lodówka. Interesuje nas tu nie sama strefa nagrzewania, lecz kontrast z kwiatkiem stojącym przed nią.


Klatka obok w moim bloku. Na zdjęciach z przystawki wyraźnie widać osobne okna w ramie balkonu, a ostrość obrazu z Hti jest zdecydowanie gorsza.
Przy tym w przystawce wszędzie używałem zwykłego trybu, a nie HQ. Chodzi o to, że choć HQ daje lepszy obraz, korzystanie z kamery termowizyjnej w tym trybie jest mniej wygodne. Poza tym, jak pisałem, wygląda na to, że jest to obróbka programowa. Porównanie w trybie HQ będzie jeszcze bardziej niekorzystne dla Hti.


A to już sytuacje bliższe rzeczywistemu zastosowaniu, bo domy i ściany fotografuję znacznie rzadziej.
Test obciążenia o mocy 1,5 kW.


A tu zdjęcie termowizyjne całego obciążenia


Ciekawsze jest jednak zdjęcie termowizyjne modułu mocy. Nie tylko dobrze widać na nim tranzystory, ale nawet wyprowadzenia wzmacniacza operacyjnego w rastrze 1,27 mm. Producent deklaruje tryb makro, który pozwala oglądać nawet elementy w rozmiarze 0201.
Nawet na „szybkim zdjęciu”, zrobionym z większej odległości i pokazującym cały układ, bez problemu widać wyprowadzenia wzmacniacza operacyjnego. Oczywiście są one większe niż 0201, ale zdjęcie nie jest makro.


A to porównanie zdjęć termowizyjnych zasilacza z niedawnej recenzji. Bez problemu można na nich rozróżnić poszczególne elementy na płytce drukowanej, podczas gdy na obrazie z Hti większość z nich się zlewa. A przecież jego matryca ma 76,8 tys. pikseli, a przystawki 49,2 tys., czyli półtora raza więcej.


W kolejnym eksperymencie przyjrzyjmy się płytce z bardzo małymi elementami. O ile dobrze oceniam, mają co najmniej rozmiar 0402, choć kiedy je lutuję, mam wrażenie, że to 0201. W tym przypadku nie ma to jednak większego znaczenia. To płytka obciążenia elektronicznego DL24.


1. Widok układu mikrokontrolera i jego elementów zewnętrznych.
2, 3. A tu już maksymalne powiększenie. Odległość między płytką a soczewką wynosiła jakieś 12–15 mm, choć specjalnie jej nie mierzyłem.


1, 2. Układ Bluetooth i jego elementy zewnętrzne.
3. Układ zasilania i wzmacniacz operacyjny — ten interesował mnie najbardziej.


Układ ze wzmacniaczem operacyjnym interesował mnie dlatego, że mogę na nim dość łatwo doprowadzić do nagrzania jednego z rezystorów, po prostu zwierając bramkę tranzystora.
Nagrzany rezystor widać doskonale.


Ktoś oczywiście zapyta: a co z obiecanymi elementami w rozmiarze 0201? To proste — wystarczy odsunąć kamerę termowizyjną od płytki, tak żeby zamontowane elementy 0402 wydawały się mniejsze. I co? Wszystko nadal świetnie widać i łatwo rozpoznać, co się nagrzewa.
Powiem więcej: jestem niemal pewien, że zauważyłbym nagrzewanie nie tylko elementu 0201, ale nawet 01005.


Proces znacznie lepiej widać na nagraniu, nawet po przekonwertowaniu filmu do GIF-a. W rzeczywistości wygląda to jeszcze lepiej. Przypomnę, że wszystkie testy przeprowadzono w zwykłym trybie, a nie HQ.


Zapytacie oczywiście: a co z Hti? No cóż, tu jest kompletna klapa. Mało tego, jeszcze przed wojną kupiłem do niego parę soczewek, a niedawno jeden z moich stałych czytelników wydrukował do nich uchwyt.
Soczewki kupiłem o ogniskowych 50,8 mm i 160 mm, obie o średnicy 20 mm. Od razu powiem, że mam wrażenie, iż soczewka 160 mm w ogóle nie działa, choć w rzeczywistości po prostu prawie niczego nie zmienia.
Co więcej, w recenzowanej kamerze termowizyjnej wystarczy po prostu obrócić obiektyw, a tutaj trzeba pracować z jedną stałą ogniskową. Żeby uzyskać ostry obraz, trzeba więc dobrać odległość między kamerą a obiektem.



A to najlepszy wynik, jaki uzyskałem z płytką pokazaną na poprzednich zdjęciach.
1. Soczewka 50,8 mm
2. Soczewka 160 mm.
3. Bez obiektywu.

Widać, że w pierwszym wariancie da się już coś dostrzec. Myślę nawet, że bez większego problemu zauważyłbym nagrzewanie się tego małego rezystora, ale niestety obraz jest znacznie gorszy.
W drugim i trzecim przypadku jest już naprawdę trudno. Owszem, duże obiekty można rozpoznać, ale zidentyfikowanie czegoś małego będzie znacznie trudniejsze. Oczywiście można dobrać lepiej pasujący obiektyw. W internecie widziałem, że ludzie uzyskiwali całkiem niezłe zdjęcia termowizyjne. Tyle że to niewygodne.


Czytałem, że z tym modelem kamery termowizyjnej współpracuje oprogramowanie do Hti. Zainstalowałem je, ale niestety obraz pokrywa jakaś kaszka, jak na starym telewizorze. Obraz próbuje się przebić, ale wygląda to tak, jakby zakłócenia były bardzo silne. Zwykła kamera działa bez zarzutu.
Jest też oprogramowanie na PC, ale jeszcze go nie rozgryzłem. O ile dobrze zrozumiałem, po podłączeniu do komputera kamera termowizyjna jest widoczna jako kamera internetowa. Tylko po co mi właściwie taka funkcja...


W internecie znalazłem kod promocyjny T2SPLUS50, który obniża cenę o 50 dolarów. Czy zadziała, nie będę obiecywał — u mnie pokazuje, że działa. Nie wiem też, jak długo będzie aktywny.
Kwestia uchwytu pozostaje otwarta, bo są dwie oferty: jedna tańsza, druga droższa. Podejrzewam, że ta druga jest z uchwytem, a pierwsza bez. Chociaż moim zdaniem uchwyt nie jest konieczny — bez niego było mi nawet wygodniej, ale to zależy od sposobu użytkowania...



Wnioski.
Na początek powiem, że nie będę zachwalał żadnego z nich. Opowiem obiektywnie o doświadczeniach z użytkowania obu kamer termowizyjnych, a przy okazji także tej pierwszej.

No więc, na czym polega przewaga samodzielnego urządzenia, takiego jak Hti lub podobnego? Jak na ironię, właśnie na samodzielności. Nie ma znaczenia, jakie oprogramowanie masz na komputerze, czy akumulator w smartfonie jest naładowany ani jakie ma on złącze. Tak, niezależność od innych urządzeń to duża zaleta. Wygodnie jest też po prostu trzymać kamerę na biurku — zawsze można ją wziąć, włączyć, zrobić zdjęcie i odłożyć z powrotem. Dużym plusem jest również obecność zwykłej kamery, która naprawdę mi się przydaje.

Kamera termowizyjna w formie przystawki oczywiście przegrałaby, gdyby nie jedno ALE. Tak, tylko jedno, ale bardzo istotne: jakość obrazu. W tym przypadku obraz, mimo matrycy o niższej rozdzielczości, jest zdecydowanie lepszy niż w mojej samodzielnej kamerze termowizyjnej — i to z dużym zapasem. Warto jednak chyba dodać, że decyduje o tym nie tylko, a właściwie nie tyle matryca, ile obiektyw z regulowaną ogniskową.

Jakie wady ma, moim zdaniem, testowana kamera termowizyjna:
1. Zasilania nie da się wyłączyć — za każdym razem trzeba będzie wyciągać wtyczkę.
2. Ustawienie obrotu o 180 stopni nie jest zapisywane.
3. Przy włączonym obrocie wideo nagrywa się bez obrócenia.
4. Ogólna niestabilność działania oprogramowania, ale to problem wyłącznie programowy.

O zaletach już pisałem, więc nie będę się powtarzać.
Podsumowując krótko: jeśli zależy wam na dobrej jakości obrazu i jesteście gotowi pogodzić się z wymienionymi niedociągnięciami, polecam ten model. Nie mam zastrzeżeń do jakości obrazu ani do dużej liczby ustawień. To szczególnie przydatny sprzęt do wyszukiwania problemów na płytkach drukowanych z bardzo małymi komponentami. Dzięki regulowanej ostrości można też sprawdzić, którędy ucieka ciepło z domu.
Jeśli jakość jest dla was mniej ważna, a na pierwszym miejscu stawiacie ergonomię, wybrałbym wariant samodzielny.

Na miejscu tej firmy pomyślałbym o wersji samodzielnej. Oczywiście cena wzrosłaby co najmniej półtorakrotnie, ale jestem prawie pewien, że znaleźliby się chętni.
O problemach ze smartfonami już pisałem. Przed zakupem najlepiej zainstalować oprogramowanie Xtherm. Jeśli zainstaluje się bez problemów, to najpewniej kamera termowizyjna również będzie działać.

To już wszystko. Mam wielką nadzieję, że ten tekst okazał się przydatny. Jak zawsze, chętnie odpowiem na pytania i przyjmę propozycje testów.
$324
Przejdź do sklepu
Tę stronę znaleziono, wyszukując:
uti-261m termal mobile fusion опция, тепловизор uni-t uti261m сравнить с infiray t2s plus достоинства и недостатки обоих, держатель телефона и тепловизора, ручной держатель смартфона и тепловизор, t2s plus на android 11, t2s plus софт, mt13s обзор тепловизор, https://www.kirich.blog/obzory/izmeritelnoe/1211-t2s-plus-teplovizor-pristavka-s-makrorezhimom-sravnenie-s-hti, тепловизор infrared mene

Wyniki z tej recenzji znajdują się w bazie pomiarów: Inne urządzenia


Produkty w obniżonych cenach


Może Cię zainteresować


Produkty w obniżonych cenach


Wesprzyj projekt

Wszystkie materiały na stronie i porady są bezpłatne, ale będziemy wdzięczni za wsparcie projektu i kanału!

Komentarze13

Komentarze są publikowane w języku oryginału.

  1. 22 października 2023 16:20#1
    В мене HTI Image нормально працює з T2S+.
    Але більше сподобалась InfiCam
    0
    1. 23 października 2023 10:13#2
      Надо будет попробовать, у меня почему-то отказался работать с Hti image, причем на обоих телефонах, на которых пробовал, только в одном случае был просто зеленый экран, во втором мурашки.
      0
      1. 23 października 2023 12:58#3
        В мене стоїть HTI Image 6.3.20201238. Android 12
        0
  2. 24 października 2023 20:27#4
    как раз неделю назад заказал, P2  InfiRay Android за 124дол. Пока не знаю для чего он мне, хотел квартиру зимой проверить, уж больно холодная( 
    0
    1. 25 października 2023 10:38#5
      Еще больше такая штука полезна для инспекции утепления частных домов, там даже высокое разрешение не особо нужно, все равно будет заметно, хоть и менее наглядно.
      0
      1. 25 października 2023 10:47#6
        да, 100%, на ОЛХ такие инспекции стоят денег, так что можно и шабашку себе придумать) 
        0
  3. 25 października 2023 12:51#7
    https://www.youtube.com/shorts/dwvY2Ke7_1o?feature=share

    0
  4. 28 października 2023 19:01#8
    Почему вы для сравнения использовали разные палитры? В HT-A2 тоже ведь есть оттенок iron или оксид железа (в разных тепловизорах он по разному обзывается). Я обратил внимание, что iron самая , если можно так сказать, качественная и детализированная палитра, ну и черно-белая ещё ничего, а "радуга" самая размытая и неочём.
    0
    1. 28 października 2023 20:41#9
      Да как-то на HT-A2 привык к той, что показана, никакого дополнительного умысла это не несло, у меня все фотки с HT-A2 в таком виде.
      Но согласен, не подумал, надо будет сравнить с одной палитрой.
      0
  5. 1 listopada 2023 21:10#10
    https://mysku.club/blog/aliexpress/97979.html

    Крадій та плагіатор?

    Або... другий варіант поки що озвучувати не буду.

    Якщо перше - ставте вотермарки на фотографіях, хоч якийсь захист.
    0
    1. 1 listopada 2023 21:19#11
      Второй вариант это я сменил пол и переехал в россию? :) Не :)
      Ватермарки на фотках есть, они у меня с самого начала есть, просто не сильно заметны.
      +1
      1. 1 listopada 2023 22:40#12
        Вже видалили.
        Там був "огляд" цього тепловізора з Вашими фотографіями і фрагментами тексту.
        0
        1. 1 listopada 2023 23:06#13
          Так я потому и написал насчет пола и страны :)
          0

Omów na forumMasz pytanie lub własne doświadczenia? Omów artykuł z autorem i czytelnikami — na forum wygodnie pokazuje się schematy i zdjęcia.
Przejdź na forum

Komentować mogą zarejestrowani czytelnicy. Rejestracja zajmuje minutę, a zalogować się można za pomocą tego samego konta co na forum.

Zaloguj sięRejestracja