Niedawno opublikowałem recenzję kamer wideo, a dzisiejszy wpis będzie poświęcony niewielkiemu pomocnikowi, który ułatwia konfigurację kamer IP.
W tej roli wystąpi nieco zmodyfikowany, kompaktowy router TP-link TL-WR702N.
Jeśli ktoś ma ochotę zrobić własnoręcznie coś pożytecznego, zapraszam do dalszej części. Mam nadzieję, że będzie ciekawie.
Router dostałem jeszcze wiosną i zdążyłem używać go przez dość długi czas, ale później zastąpiłem go innym. Ten leżał nieużywany, a ja zastanawiałem się, jak go pożytecznie wykorzystać, aż w jednym z komentarzy pod moją recenzją ktoś podsunął mi pomysł na jego przeróbkę.
O przeróbce opowiem później, a na razie obowiązkowa część programu: opakowanie, krótki opis i zdjęcia wnętrza.
Router dotarł w bardzo schludnym, całkiem solidnym pudełku. Przynajmniej podróż w kopercie przetrwało bez problemu.
Na boku pudełka podano bardzo skrócone parametry techniczne, no i nie zabrakło chińskich znaczków.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikW środku wszystko również wyglądało bardzo schludnie, nie miałem żadnych zastrzeżeń.
Firma jest zresztą uznanym producentem, więc takie podejście nie dziwi.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikW skład zestawu wchodzą:
1. Router (choć po polsku poprawniej: router)
2. Zasilacz
3. Kabel USB-microUSB
4. Stos makulatury.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikKrótko o zawartości zestawu.
Instrukcja jest praktycznie bezużyteczna, bo niemal w całości napisana po chińsku.
Kabel USB jest bardzo dobrej jakości, powiedziałbym nawet, że po prostu dobry — w każdym razie starannie wykonany.
Do zasilacza też nie mam zastrzeżeń: podczas pracy się nie nagrzewa, wygląda przyzwoicie i spełnia swoje zadanie.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikRouter. Pierwsza myśl, gdy się na niego spojrzy: ależ jaskrawy.
Obudowa jest biała, a jej kolor to coś pomiędzy cytrynowym a limonkowym.
Na spodzie znajduje się naklejka z adresem MAC i numerem seryjnym. Nie pamiętam już, ale o ile dobrze pamiętam, numer seryjny jest hasłem do routera. Zresztą nawet z chińskiej instrukcji można się domyślić, jak się do niego dostać :)
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikJuż po otrzymaniu routera i podłączeniu go do komputera znalazłem kilka recenzji, w których pisano, że ten router jest przeznaczony na rynek chiński, czyli jego oprogramowanie jest w całości po chińsku.
I rzeczywiście, po podłączeniu zobaczyłem właśnie to.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnik
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikW zasadzie wszystkie menu routera są takie same jak w jego angielskim odpowiedniku, tylko po chińsku. Dla kogoś, kto choć kilka razy konfigurował routery, ustawienie chińskiej wersji nie będzie problemem, zwłaszcza że zwykle robi się to raz czy dwa.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikRouter może pracować w pięciu standardowych trybach. Do swoich zastosowań użyłem trybu — Repeater.
Punkt dostępowy
Router
Repeater
Most
Klient
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikOczywiście próbowałem zaktualizować firmware, żeby uzyskać chociaż angielski interfejs — to w zupełności by mi wystarczyło.
Ale próby spełzły na niczym.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPo przeszukaniu forów wyczytałem, że trzeba utworzyć wirtualny serwer FTP, z którego należy zaktualizować firmware.
Ale efekt był żaden — router w końcu wyświetlał błąd i na tym się kończyło.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikDopiero później wyczytałem w jednej z recenzji, do której link podałem wyżej, że:
niebieska górna część obudowy oznacza wyłącznie angielski firmware, a interfejs menu wewnątrz jest zielony.
cytrynowa górna część obudowy oznacza wyłącznie chiński firmware, a interfejs menu wewnątrz jest niebieski. Smutek i żal, a tak spodobał mi się kolor jego obudowy :(
Nie obyło się też bez obowiązkowego (no, prawie) rozkręcania.
Otwarcie routera nie jest zbyt wygodne: zatrzaski są mocne, a pokrywa trzyma się reszty obudowy niemal jak monolit.
Po chwili siłowania w końcu go otworzyłem, choć obudowa trochę ucierpiała — plastik jest miękki i zostały ślady.
Zresztą miękki plastik ma też swoje zalety, bo jest mniej kruchy. W moim zastosowaniu to szczególnie ważne.
W środku znalazła się niewielka płytka i mnóstwo wolnego miejsca. Właściwie to był kolejny impuls do przeróbki.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikW routerze zastosowano procesor
AR9331-AL3A firmy Atheros.
Pamięć operacyjna DDR SDRAM,
M13S128168A o pojemności 16 MB (jeśli dobrze zrozumiałem opis).
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPo drugiej stronie płytki jest znacznie mniej elementów, głównie rezystory i kondensatory, a także drukowana antena Wi-Fi.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPamięć flash na firmware to 25Q160VS1G firmy Winbond o pojemności 2 MB.
Przy okazji zainteresowała mnie przetwornica DC-DC. Standardowe napięcie zasilania routera wynosi 3,3 V, dlatego na płytce znajduje się niewielka przetwornica 5–3,3 V.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikNie widzę większego sensu w opisywaniu jego działania — router jak router.
Używałem go przez około 4 miesiące jako mostu, a właściwie „przedłużacza”. Przez ten czas ani razu nie trzeba było go restartować, działał świetnie.
Ponieważ jednak znajdował się w niezbyt wygodnym miejscu, a sam tryb przedłużacza obniża prędkość, działał dość wolno.
Moc i czułość Wi-Fi nie są zbyt duże, co wynika z małej anteny, ale nie mogę też powiedzieć, że jest całkiem kiepska — działa normalnie.
Ponieważ o samym routerze nie ma wiele do opowiadania, przejdę do przeróbki, którą zaplanowałem jeszcze latem, ale zabrałem się za nią dopiero teraz.
Postanowiłem go ulepszyć, dodając możliwość zasilania z akumulatora.
Zgodnie z kartą katalogową procesor wymaga 3.3 V, a zamierzałem zasilać go z akumulatora litowego. Ponieważ jednak napięcie akumulatora mieści się w zakresie 2.8–4.2 V, trzeba było jakoś obniżyć je do wymaganych 3.3 V.
Były dwa rozwiązania.
1. Stabilizator o bardzo małym spadku napięcia. Proste, toporne i niewielkie. Cenowo wychodziło jednak drożej (dobry stabilizator o ultraniskim spadku napięcia nie jest tani), a uzyskiwałem zakres tylko 3.4–4.2 V.
2. Przetwornica SEPIC. Znacznie bardziej skomplikowana i wyraźnie większa, ale zapewnia 3.3 V w całym zakresie 2.8–4.2 V.
3. Przetwornica podwyższająca do 5 V, a potem obniżenie napięcia za pomocą układu, który już jest na płytce.
To po prostu mało sportowe rozwiązanie i ma niższą sprawność.
Postanowiłem skorzystać z drugiego rozwiązania. W tym celu kupiłem kilka przetwornic DC-DC podwyższających napięcie, które próbowałem przerobić na SEPIC w tym
teście.
Ponieważ eksperyment z przeróbką się powiódł, z wyjątkiem tego, że duża płytka niezbyt dobrze mieściła się w małym routerze, postanowiłem zaprojektować własną płytkę.
Ale oprócz zasilania samego routera trzeba było czymś ładować akumulator, dlatego dodałem do układu również ładowarkę.
W rezultacie powstał taki układ.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikNa podstawie tego schematu zaprojektowałem niewielką płytkę drukowaną. Chciałem zmieścić ją w określonych wymiarach, więc stare dławiki nie pasowały i musiałem kupić mniejsze.
Wytrawiłem od razu płytkę zarówno pod przetwornicę, jak i układ separacji zasilania PoE.
Chodzi o to, że kamery podczas pracy też trzeba czymś zasilać. Można do tego użyć albo PowerBanku na
12 V, albo zasilać je ze switcha PoE. Najczęściej korzystam ze switchy PoE. W takim przypadku stosuje się prosty układ separacji: zasilanie jest pobierane ze switcha, a router łączy się z kamerą liniami sygnałowymi.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikJako mniejsze dławiki dobrze sprawdziły się modele SUMIDA z serii
CDRH73.
Pozostałe elementy „wygrzebałem” z innych płytek, między innymi z płytki przetwornicy DC-DC; część miałem w domu.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikDodatkowo kupiłem kilka rodzajów przełączników do sterowania zasilaniem płytki: akumulator/sieć.
Jak pisałem wyżej, część elementów pochodziła z płytek przetwornic DC-DC. Z dużej płytki wziąłem kondensatory 28 µF, układ scalony i rezystory dzielnika napięcia.
Z małych płytek wziąłem tylko diodę LED.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPo zmontowaniu płytka nie wygląda zbyt schludnie, ale jest kompaktowa. Nie do końca dobrze dobrałem też średnicę pól lutowniczych pod przewody, ale w poprawionej wersji płytki zostało to już naprawione.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPłytka wyszła wyraźnie mniejsza niż kupna przetwornica DC-DC, a jednocześnie ma przełącznik, ładowarkę, dwa dławiki i dodatkowy filtr na wyjściu 3.3 V.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikDo zasilania płytki kupiłem parę akumulatorów 360 mAh. Dobierałem je tak, żeby pasowały wymiarami. Musiałem jednak kupić dwa, bo uznałem, że jeden będzie za mały; wysokością pasowały idealnie.
Akumulatory
LP402245-PCM-LD z układem zabezpieczającym kupiłem w sklepie stacjonarnym.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPojemność okazała się mniejsza od deklarowanej, choć zawsze uważałem te akumulatory za całkiem niezłe.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPłytka zadziałała od razu, niczego nie trzeba było regulować ani dodawać, napięcie wyjściowe wyniosło 3,34 V — więcej niż dobrze.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPotem zabrałem się za przeróbkę routera. Na początek trzeba przeciąć ścieżkę prowadzącą od gniazda USB do przetwornicy DC-DC na płytce.
Następnie przylutowałem się do zasilania 3,3 V za przetwornicą. Najwygodniej przylutować przewody bezpośrednio do wyprowadzeń kondensatora wyjściowego. Po lewej minus, po prawej plus.
W pobliżu gniazda USB zdrapałem lakier ze ścieżek i przylutowałem do nich przewody, bo lutowanie do styków gniazda jest bardzo niewygodne.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPrzylutowane przewody wyprowadziłem na górną stronę płytki routera (5 V i tak jest na górze, a 3,3 V wyprowadziłem przez otwór po gnieździe USB).
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPrzy montażu płytki musiałem nieco skrócić jeden z występów obudowy. Potem to już czysta technika: od wewnątrz zaznaczamy miejsce na otwór pod przełącznik.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPotem przenosimy zaznaczenie na zewnętrzną stronę, wiercimy, wycinamy, wygryzamy — każdy robi, jak umie :)
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikAle potem czekała mnie przykra niespodzianka — złamałem trzpień przełącznika.
Od początku trochę mnie niepokoił, ale przy próbie przełączenia nie wytrzymał i się złamał :(
Wyżej pokazywałem, że od razu kupiłem trzy małe przełączniki różnych typów. Ten pasował mi najbardziej.
Jeden z pozostałych odpadł od razu, bo miał zbyt krótki trzpień. Musiałem wziąć drugi, ale pod niego trzeba zrobić wyraźnie większy otwór.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikKiedy jednak zamontowałem nowy przełącznik, zrozumiałem, że efekt jest jeszcze lepszy, niż planowałem.
Chodzi o to, że teraz płytka świetnie trzyma się w obudowie bez żadnych mocowań (planowałem przykleić ją grubą taśmą dwustronną). Wystarczy ją po prostu włożyć i gotowe — opiera się o występ obudowy i nigdzie się nie „przesuwa”.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikTak wygląda gotowa konstrukcja z na razie jednym akumulatorem. Ułożyłem wszystko „na przymiarkę” i wyszło tak, jakby od zawsze tam było :)
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikW poprzedniej recenzji, w której przerabiałem przetwornicę DC-DC, poproszono mnie o sprawdzenie, czy płytka może pracować przy napięciu 2 V i jednocześnie dostarczać na wyjściu 200 mA.
Nie, płytka bez problemu utrzymuje napięcie wyjściowe 3,3 V przy napięciu wejściowym 2,14–2,2 V, ale przy dalszym obniżaniu napięcia wyjściowego gwałtownie spada ono do 1–1,5 V.
Z czystej ciekawości zmierzyłem też pobór prądu przy różnych napięciach wejściowych. Użyłem zasilacza z tej
recenzji.
Początkowo zakładałem większy pobór prądu, dlatego kupiłem dwa akumulatory. Test pokazał, że w rzeczywistości jest lepiej i wystarczyłby mi jeden akumulator, zapewniający około godzinę intensywnej pracy.
Ale skoro akumulatory były już kupione, ostatecznie postanowiłem zamontować oba.
Szacowany czas pracy w takim wariancie to około 2–2,5 godziny.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPrzyszedł czas, żeby złożyć to wszystko z powrotem, ale najpierw musiałem całkowicie odciąć jeden słupek (mocował płytkę w obudowie) oraz część mocowania gniazda USB.
Słupek był po lewej stronie, a mocowanie po prawej — zaznaczyłem je strzałkami.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikTak udało się „upakować” wszystko w środku :) Akumulatory leżą ciasno, ale przykleiłem je do układu pamięci RAM taśmą dwustronną, żeby nie przesuwały się wewnątrz obudowy.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPozostał tylko jeden nierozwiązany problem: dioda sygnalizująca ładowanie.
Nie powiem, żeby była bardzo ważna, ale dla wygody by się przydała.
Obudowa jest wykonana z takiego tworzywa, które prawie nie przepuszcza światła. Dla oryginalnej diody zrobiono światłowód z przezroczystego plastiku, a ja nie chciałem zbytnio psuć wyglądu urządzenia.
Mała dygresja. Na płytce szeregowo z diodą jest rezystor 1,5 kΩ, na schemacie podałem 1 kΩ. Można zmniejszyć jego wartość do 680 Ω, ale nie zalecam stosowania mniejszego. Wynika to z tego, że dioda nie jest podłączona całkiem zgodnie z notą katalogową.
Prawidłowo diodę należy podłączyć do 5 V, ale nie udało mi się poprowadzić ścieżki do 5 V, więc zasiliłem ją z akumulatora.
Płytka wyłącza ładowanie, gdy prąd ładowania spadnie do 1/10 ustawionej wartości. Ustawiłem prąd ładowania na 300 mA, żeby nie przeciążać zasilacza, gdy jednocześnie będzie ładowany akumulator i zasilany router.
Jeśli mocno zmniejszyć rezystor ograniczający prąd diody, może się okazać, że ładowanie w ogóle się nie wyłączy albo będzie wyłączać się bardzo długo, mimo że akumulator będzie już naładowany.
Zaznaczyłem więc miejsce na pokrywie nad diodą i ostrożnie usunąłem trochę plastiku, tak aby pozostała cienka warstwa.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikNie świeci zbyt jasno, ale jest całkiem dobrze widoczna i mi to wystarczy, choć można jeszcze nieco zwiększyć jasność, zmniejszając rezystor.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikZ zewnątrz zmiany są minimalne — dodałem tylko przełącznik zasilania.
W lewym położeniu urządzenie jest zasilane z akumulatora, a w prawym z zasilacza i ładowany jest akumulator.
Akumulator jest ładowany w obu położeniach, ale nie polecam ładowania go w lewym, bo będzie się ładował bardzo długo albo w ogóle się nie naładuje.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikWyszło całkiem schludnie, choć mogło być lepiej. Kabel zasilający nie przeszkadza w obsłudze przełącznika.
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikNa tym przeróbka jest zakończona :)
Otrzymany rezultat. To rozwiązanie zostało już sprawdzone i działa prawidłowo, ale raz zdarzyło się, że obraz się „zacinał”. Nie udało mi się jeszcze ustalić przyczyny. W teście używałem tej
kamery przy maksymalnym strumieniu danych…
W praktyce okazało się to bardzo wygodne. Dosłownie wczoraj montowaliśmy kamery w miejscu, gdzie telefon komórkowy w ogóle nie ma zasięgu. Dzięki temu rozwiązaniu nie ma problemu z ustawieniem kamery nawet tam :)
TP-link TL-WR702N, czyli mój nowy mały pomocnikPodsumujmy.
ZaletyRouter działa. Jeśli nie świetnie, to przynajmniej dobrze.
W środku routera jest mnóstwo wolnego miejsca.
Solidna obudowa.
Dobre opakowanie
WadyWszystko jest po chińsku :(
Zasilacz ma wtyczkę z płaskimi bolcami.
Moja opinia. Router jest całkiem udany, a testy przeprowadzone przez kilka miesięcy potwierdziły jego stabilne działanie. Sygnał nie jest zbyt mocny, ale dość stabilny.
Ucieszyła mnie duża ilość wolnego miejsca w środku :))
Chiński język nie jest zbyt wygodny, a właściwie jest zupełnie niewygodny. Co gorsza, zmiana języka na angielski nie jest prosta, o ile w ogóle jest możliwa. Szkoda, bo samo urządzenie przypadło mi do gustu.
Mam nadzieję, że recenzja była interesująca, a może nawet komuś się przyda.
Karty katalogowe, schemat, płytka drukowana.
Pobierz.
Produkt udostępnił sklep na potrzeby recenzji.