/       /       /    Ładowarka samochodowa Baseus 160W CCZX-160CX
Wesprzyj projekt na Patreon


Ładowarka samochodowa Baseus 160W CCZX-160CX

$23.26
Przejdź do sklepu
Drugi produkt od Baseus przysłany do recenzji — tym razem ładowarka samochodowa. Pomysł jest ciekawy, parametry świetne, ale „coś poszło nie tak” i spróbujemy zrozumieć, co dokładnie.

Przypominam: żeby być na bieżąco z nowymi wpisami na blogu, polecam obserwować mnie na Instagramie. Będę tam publikować powiadomienia o nowych wpisach, a może też pisać po prostu o czymś ciekawym — link do profilu

Można też subskrybować aktualizacje i nowe artykuły na kanale Telegram — https://t.me/KirichBlog

Na wstępie przypomnę sobie pewien dowcip
Nowy samolot pasażerski.
Stewardesa wchodzi do kabiny pasażerskiej: — Znajdują się państwo na pokładzie naszego nowego samolotu. W przedniej części mamy salę kinową, w tylnej — salon gier, na dolnym pokładzie — basen, a na górnym — saunę.
A teraz, szanowni państwo, proszę zapiąć pasy i spróbujemy wystartować z tym całym cholerstwem.


Ładowarka jest zapakowana w schludne, ładne pudełko — jeszcze trochę i można by powiedzieć, że luksusowe.


Oprócz ładowarki w zestawie jest krótka instrukcja i metrowy kabel USB-C–USB-C o mocy 100 W. Dostępna jest też wersja z dwoma kablami (USB-C i Apple) albo jednym uniwersalnym, z trzema rodzajami złączy.


Sama ładowarka jest dość ciężka, bardzo starannie wykonana i przyjemnie leży w dłoni.


Nie powiedziałbym, że jest całkiem mała — są wyraźnie bardziej kompaktowe konstrukcje. Trzeba jednak pamiętać, że z punktu widzenia zwykłego użytkownika jest duża, ale inżynier uzna ładowarkę o takiej mocy i w takich wymiarach za małą.


Na końcu umieszczono trzy złącza do podłączania urządzeń: jedno USB-A i dwa USB-C. Nie są one jednak równoważne ani pod względem napięcia i prądu, ani obsługiwanych protokołów.


Obudowa jest plastikowa, ale subiektywnie sprawia wrażenie metalowej, być może ze względu na swoją masę.
Styki pokryto czymś żółtym. Boczne mają dość sztywne sprężyny, a środkowy — miękką sprężynkę.


A skoro mowa o wadze: urządzenie waży około 55 gramów i tu pojawiła się pewna zagadka. W innych recenzjach i na stronie z rozbiórką podano masę 47 gramów. W końcu wziąłem inną wagę i ona również wskazała 55 gramów.
Różni się także oznaczenie modelu: na moim pudełku i obudowie widnieje Baseus 160W CCZX-160CX, a w innych recenzjach Baseus 160W CCZX-160C. Wysłano mi ją 2 lutego 2022 roku, podczas gdy pozostałe recenzje ukazały się pod koniec 2021 roku. Na przykład na stronie z rozbiórką widnieje data 15 września 2021 r., czyli wyraźnie wcześniejsza niż data, kiedy ją dostałem.

Różni się też format numeru seryjnego: u mnie to BLP220101, a w innej recenzji TCZZCM-2107. Zakładam, że cyfry oznaczają datę produkcji: u mnie 1 stycznia 2022 roku, a w tamtej recenzji lipiec 2021 roku.



W recenzjach z 2023 roku pojawiają się oznaczenia CX, a nawet CS i CO. W przypadku CO wszystko jest jasne — to wersja 100-watowa. Ale czym różnią się C, CX i CS? Zagadka.


Do testów użyłem regulowanego zasilacza i pojawił się problem z podłączeniem. Najpierw zdjąłem izolację z przewodów i spróbowałem owinąć nimi styki. Z minusem poszło świetnie, ale z plusem był kłopot. Przypomniałem sobie, że gdzieś w domu wala się takie złącze. Pogrzebałem w „zapasach” i znalazłem. Złącze jest oczywiście tandetne, więc w miarę możliwości porządnie wszystko przylutowałem i oczyściłem styki od środka. Wyszło całkiem solidnie.
Przy okazji: ładowarka wchodzi dość ciasno, co przy dużym prądzie obciążenia ma spore znaczenie.

No dobrze, a co z poborem prądu i napięciem zasilania?
Producent deklaruje zakres napięcia zasilania od 12 do 24 V, ale to oczywiście wartość przybliżona. W praktyce ładowarka nadaje się do instalacji samochodowych 12- i 24-woltowych, więc pełny zakres to raczej 10-29 V.
Obliczony maksymalny prąd przy instalacji 12 V wynosi około 14 A, co ledwo mieści się w możliwościach samochodowego bezpiecznika 15 A w tym obwodzie. W instalacji 24 V prąd będzie odpowiednio dwukrotnie mniejszy.


Po podłączeniu zasilania przednia część podświetla się delikatnym, niebieskawym światłem. Wygląda to naprawdę schludnie, a jasność podświetlenia zależy od napięcia zasilania.


Próbowałem obniżać napięcie poniżej 10 V i okazało się, że ładowarka potrafi podawać na wyjściu 20 V nawet przy napięciu wejściowym 4 V. Sprawdzałem też z obciążeniem 100 W — obniżyłem napięcie do 8 V. Działała, ale pojawiał się niepokojący dźwięk.


Być może zastanowiła was pewna różnica w poborze prądu przy 6-8 V i 4 V. Ujawniła się tu dziwna cecha tej przetwornicy, którą zauważyłem niemal od razu.
Po pierwsze, nawet bez obciążenia obudowa czasami wyraźnie się nagrzewała. Po drugie, gdy sprawdzałem pobór prądu bez obciążenia, okazało się, że nie zawsze jest taki sam.
Jeśli po prostu podłączycie ładowarkę do gniazda, zobaczycie prąd jałowy pokazany na górnych zdjęciach. Wystarczy jednak wyjąć ładowarkę i włożyć ją ponownie, a prąd będzie już wyraźnie większy.
Jeśli natomiast wyjmiecie ładowarkę i podłączycie ją ponownie nie od razu, lecz po około 5 sekundach, prąd znów będzie prawidłowy. Ot, taka dziwna przypadłość...


Na stronie produktu znajduje się grafika z listą obsługiwanych protokołów. Warto wyjaśnić, dlaczego różnią się one w zależności od portu.
Wynika to z tego, że ta ładowarka składa się w zasadzie z trzech niezależnych przetwornic napięcia (dwóch obniżających i jednej uniwersalnej, podwyższająco-obniżającej). Dlatego różnią się również listy obsługiwanych protokołów i napięć.
Tak, w praktyce są to trzy ładowarki w jednej obudowie, więc nie ma tu żadnych restartów przy przełączaniu/podłączaniu odbiorników, co oczywiście jest świetne.


No dobrze, teraz czas na testy. Zacznę od końca, od portu USB-A

Obsługiwane są niemal wszystkie popularne protokoły, ale w nieco okrojonym zakresie. Na przykład FCP i AFC działają tylko do 9 V, a QC ma pewną osobliwość: obsługiwane jest nawet 20 V, ale tylko przy napięciu zasilania 22 V lub wyższym. Właśnie z powodu tej ostatniej cechy zrobiłem dwa zdjęcia z listą protokołów, bo przy napięciu wejściowym 14 V zauważyłem, że w trybie QC napięcie jest wyraźnie wyższe niż 12 V podane dla QC 2.0


Do testów zmontowałem niewielkie stanowisko składające się z zasilacza opartego na RD6024 i obciążenia EBC-A10H. Musiałem jednak nieco zmodyfikować płytkę-adapter do obciążenia, żeby można było podłączyć do niej tester pełniący funkcję wyzwalacza.


Pod względem prądu obciążenia też jest całkiem nieźle:
QC 5, 9, 12 i 20 V pozwalają obciążyć układ prądem odpowiednio do 3.8, 3.15, 2.5 i 1.6 A. Jest kompensacja spadku napięcia na kablu.
Działają również protokoły FCP, SCP i AFC, zapewniając maksymalny prąd odpowiednio 3.2, 5.1 i 2.5 A.

Uwaga: testy przeprowadzałem głównie przy napięciu wejściowym 24 V. Przy 12 V wszystko będzie dokładnie tak samo, z wyjątkiem protokołu QC 20 V, który działa tylko przy napięciu 22 V lub wyższym. Kierowcy ciężarówek z instalacją 24 V mają więc przewagę.


W przypadku portu USB-C nr 2 sytuacja wygląda nieco inaczej. Obsługiwane są tu Power Delivery 30 W i napięcie do 20 V, a także protokoły FCP i AFC z napięciem do 12 V. Nie jest natomiast obsługiwany SCP ani QC 20 V. Na wszelki wypadek sprawdziłem SCP innym testerem — wynik był taki sam, protokół nie jest obsługiwany.


Prądy obciążenia dla QC 5, 9 i 12 V wynoszą 3.9, 2.6 i 2.7 A, AFC 9 V zapewnia do 2.5 A, PD 5 V do 3.9 A, a 20 V do 1.8 A.
Sytuacja jest właściwie taka sama: jeśli w samochodzie masz instalację 24 V, uzyskasz pełną obsługę PD przy napięciu 20 V, prądzie 1.8 A i mocy ponad 36 W. Jeśli masz samochód osobowy, niestety pozostaje tylko 12 V.
Przy okazji, kryje się tu pewien drobny problem. Jeśli odbiornik (tablet, powerbank, telefon) obsługuje ładowanie PD 20 V, a w samochodzie jest instalacja 12 V, ładowanie będzie odbywać się prądem 1.5 A, a nie 2.5 A. Ładowarka zgłasza bowiem, że może dostarczyć 20 V i 1.5 A, ale przy niskim napięciu wejściowym może podać tylko 12 V, a limit prądu pozostaje bez zmian. Jeśli urządzenie obsługuje PD maksymalnie do 12 V, będzie ładowane prądem 2.5 A.


I wreszcie pierwszy port USB-C. Pod względem obsługiwanych protokołów mamy tu niemal wszystkie, poza VOOC. Nie obyło się jednak bez pewnych niuansów — na przykład SCP działa tylko do 3 A.
Zgodnie z profilem PD dostępne jest do 20 V i 5 A w trybie stałym albo do 21 V i 5 A w trybie PPS. Okazało się jednak, że 21 V nie jest obsługiwane: można je wybrać, ale urządzenie poda maksymalnie 20 V.


Prąd mierzyłem przy napięciu wejściowym 12.6 V, ale nie ma to większego znaczenia — przy 24 V wyniki są dokładnie takie same.
QC 5, 9, 12 i 20 V zapewniają odpowiednio 3.4, 3.4, 3.5 i 3.5 A. Można więc powiedzieć, że w trybie QC prąd wynosi do 3.5 A we wszystkich trybach, a moc sięga niemal 70 W. Tak, obsługiwany jest tu QC 5.0, ale niestety mogę sprawdzić tylko wersję 3.0
SCP i AFC mają ten sam limit 3.5 A. Wyniki dla trybu FCP gdzieś mi zaginęły, ale przypuszczam, że limit będzie dokładnie taki sam.


Bardziej interesował mnie jednak tryb Power Delivery. Oto uzyskane wyniki:
5, 9, 15 i 20 V, prąd odpowiednio 3.1, 3.2, 3.1 i 5.5 A. Okazuje się, że przetwornica może dostarczyć nie tylko 100, ale nawet 110 W. Jak już pisałem, są to wyniki uzyskane przy napięciu wejściowym 12.6 V, czyli średnim napięciu akumulatora samochodowego.


Do długotrwałych testów poszedłem jeszcze dalej: znalazłem w domu nieużywany tester FNC88, przylutowałem do niego przewody i początkowo używałem go zarówno do podłączania obciążenia, jak i do sterowania. Później przeszedłem na wygodniejszy wariant — do wyjścia podłączyłem FNB48, którym ustawiałem napięcie.
Przy okazji, na pierwszym zdjęciu widać, że do testera podłączony jest „ogonek” z kablem USB-C. Jest on potrzebny, żeby ładowarka mogła dostarczyć moc powyżej 65 W, ponieważ w kablu znajduje się układ zezwalający na przepływ prądu do 5 A. Innymi słowy, wystarczy, żeby kontroler ładowarki wykrył układ 100 W umieszczony w kablu. Niektóre testery go nie potrzebują, ale ten akurat tak.


Testy zacząłem od napięć 12.6 i 14.3 V. Pierwsze to napięcie naładowanego akumulatora, drugie — napięcie przy pracującym silniku.
Po około 7-8 minutach przetwornica wyłącza się z powodu przegrzania. W rzeczywistości nie jest to całkowite wyłączenie, ale o tym trochę później.


Dobrze, podaję 24 V, obciążam mocą 100 W i testuję przez około 40 minut. Działa i się nie wyłącza. Przy okazji wyraźnie widać, że w miarę nagrzewania napięcie rośnie. Takie testy są zresztą dość męczące: schłodziłem ładowarkę, uruchomiłem test, wyłączyła się, znów schłodziłem, znów test i tak wiele razy...


Temperatura pod koniec testu przy 12,6 i 14,3 V oraz dwa zdjęcia po 40 minutach obciążenia mocą 100 W przy 24 V. Obudowa jest wyraźnie gorąca, ale tak naprawdę po prostu nie zawsze zdążyła się nagrzać. Widać też, że najwyższa temperatura występuje bliżej styków; na pierwszych zdjęciach tego nie widać, bo znajdują się wewnątrz uchwytu.


W rzeczywistości przetwornica najczęściej się nie wyłącza, tylko obniża limit mocy, bo po ponownym uruchomieniu pokazuje już nie 20 V i 5 A, a zaledwie 3,25 A, czyli 65 W. Żeby znów uzyskać 100 W, trzeba ją wyłączyć, odczekać i ponownie włączyć.


Dobrze, spróbujmy inaczej: będę podawać 12,6 i 14,3 V, ale zmniejszę samo obciążenie.
Napięcie wejściowe 12,6 V, obciążenie 80 W, działa już ponad 8 minut. Być może miało tu znaczenie niedostateczne ostygnięcie po poprzednim eksperymencie, ale nie będę tego przesądzać.


Potem testowałem już przy obciążeniu 65 i 50 W oraz napięciach 12,6 i 14,3 V. Jak widać, po zmniejszeniu obciążenia i zwiększeniu napięcia wejściowego czas pracy się wydłuża. Najdłużej, bo 30 minut, przetwornica pracowała przy 14,3 V i 50 W, ale ostatecznie i tak się wyłączyła.


Nie będę podawać temperatur, bo były mniej więcej takie jak w powyższych testach, gdyż w praktyce ogranicza je wewnętrzny czujnik temperatury.
Za to pokażę wyniki pomiaru sprawności. Oczywiście pomiar jest obarczony błędem, bo nie uwzględnia spadku napięcia na złączu, ale mimo to wynik jest zbliżony do rzeczywistego.
Pomiary wykonałem przy obciążeniu od 0,5 do 5,5 A, co 0,5 A, oraz napięciach 10, 12,6, 14,3, 16,8, 20, 24 i 28,6 V. Jak widać, przetwornica dostarcza 100 W nawet przy napięciu 10 V.


Test bardziej zbliżony do rzeczywistych warunków. Wykorzystałem do niego swoje powerbanki, a mam ich sporo. Te powerbanki mają zresztą taką cechę, że zawsze starają się wybrać możliwie największą moc ładowania, choć tym razem zaliczyły małą wpadkę.
Port USB-A podał z jakiegoś powodu tylko 9 V, choć mógł podać 12 V, a moc wyniosła zaledwie 17 W zamiast 30 W.
Prąd drugiego portu USB-C był ograniczony do 1,5 A, ale ponieważ napięcie zasilania wynosiło zaledwie 14,3 V, moc wynosiła 20 W. O tej „osobliwości” pisałem wyżej.


A więc najpierw uruchomiłem test przy 14,3 V; łączna moc pobierana na wejściu wynosiła 144 W.
Po pewnym czasie, z czystej ciekawości, na krótko podniosłem napięcie do 24 V. Widać, że moc wzrosła, a drugi port USB-C zaczął pracować w normalnym trybie. Uparcie próbuje on działać w trybie 20 V i 1,5 A zamiast 12 V i 2,5 A.
Zaledwie 5 minut po rozpoczęciu testu moc wejściowa spadła do 106 W, a pierwszy port USB-C przeszedł w tryb 65 W.
Po kolejnych 5 minutach pierwszy port przeszedł już w tryb 45 W, a łączna moc ładowania spadła do 86 W.


Podniosłem napięcie do 24 V, moc wzrosła do 95 W, a drugi port zaczął pracować z pełną mocą, dostarczając 27 W. A właściwie to powerbank pobierał z niego 27 W.
Testowałem tak jeszcze przez jakiś czas, ale w zasadzie nic więcej się nie zmieniało.


Temperatura podczas testu: pod koniec urządzenie stopniowo nagrzało się do 73 stopni i dalej już nie rosła.


Właściwie chciałem już zakończyć testy, a nawet naładowałem jeden z powerbanków, ale pomyślałem, że warto sprawdzić, jak ładowarka będzie działać przy napięciu sieciowym 24 V. Żeby nie wyciągać ponownie obciążenia elektronicznego, zrobiłem „fikołka”, czyli za pomocą naładowanego powerbanku podładowałem dwa pozostałe, które również biorą udział w teście.
Początkowo poziom naładowania wynosił 100%. Rozładowałem go do 69%, podładowując dwa pozostałe do 78–79%.

I co już mogę powiedzieć? Jako uczciwy człowiek podaję rzeczywiste parametry. Przerabiałem płytki, żeby powerbanki mogły przez dłuższy czas oddawać nie 100, a 90 W, a okazuje się, że można było postąpić jak Baseus: podać 100 W, a to, że ten tryb działa tylko przez 7 minut, kogo to obchodzi...
Poniżej widać, że rozładowałem powerbank o pojemności 285 Wh do 69%. Rozładowanie trwało około godziny i przez tę godzinę pierwszy powerbank oddawał pełną moc, prawie 100 W. W tym czasie dwa pozostałe ładowały się przez pół godziny z taką samą mocą.



Nie będę twierdzić, że były przy tym zimne: płytki i podłączone do nich elementy wyraźnie się nagrzewają, choć tutaj dochodzi jeszcze ciepło samego testera. Mimo to na zdjęciu poniżej temperatura obudowy wynosiła około 45–50 stopni, a najwyższą temperaturę, 77 stopni, zarejestrowano na obudowie testera, a nie powerbanku.


Podłączam wszystko w tej samej konfiguracji, podaję 25,2 V (napięcie naładowanego akumulatora 24 V) i uruchamiam test.
Na początku na wejściu uzyskuję 153 W — nieźle.


Test rozpoczął się o 11:06. Po 6 minutach pierwszy port przełączył się w tryb 65 W, a moc wejściowa spadła do 114 W. Później przetwornica pracowała w tym trybie, nie zmniejszając mocy.


Testowałem, aż naładował się powerbank podłączony do pierwszego portu. Trwało to jakieś półtorej do dwóch godzin, ale nie robiłem już zdjęć termowizyjnych, bo układ osiągnął równowagę cieplną. Temperatura obudowy ładowarki wynosiła 76 stopni, a łączna moc wyjściowa ze wszystkich portów około 110 W.


Wnętrze. Jak pisałem, na jednej znanej chińskiej stronie jest pełny opis rozbiórki. Nie ma tam wprawdzie testów pod obciążeniem, ale nie są mi potrzebne. Za to wnętrze bardzo mnie interesuje, więc przeanalizujmy nieco zdjęcia.
Wszystko jest upakowane bardzo ciasno. Jak już wspomniałem, z punktu widzenia inżyniera urządzenie jest bardzo kompaktowe.


Konstrukcja składa się z trzech płytek: jedna obsługuje pierwszy port USB-C, druga porty 2 i 3, a trzecia to po prostu podświetlenie.
Widać, że inżynierowie zaciekle walczyli o odprowadzanie ciepła. Zastosowali również podkładki termoprzewodzące, a płytka jest najpewniej wielowarstwowa i ma grube ścieżki miedziane.


W mocnej przetwornicy zastosowano układ z mostkiem H, który jest nie tylko uniwersalną przetwornicą — jej zasadę działania opisałem w tej recenzji — ale może też pracować w obu kierunkach, jak w moich powerbankach. Czyli możemy podwyższać albo obniżać napięcie, ładować albo rozładowywać.
Tutaj przetwornica działa oczywiście tylko w jednym kierunku, ale nadal może zarówno obniżać, jak i podwyższać napięcie.
Za sterowanie stopniem mocy odpowiada układ Baoliwei PL5501, który z kolei steruje tranzystorami Asterman AD30N80D5 o napięciu do 30 V i rezystancji 2,1 mΩ. Oznaczenia nie są starte — najpewniej ucierpiały od gumowej podkładki termoprzewodzącej. Swoją drogą, 30 V w takim obwodzie to niewiele. Podawałem 28,6 V, ale trzeba pamiętać, że w instalacji samochodowej mogą występować znacznie wyższe przepięcia.

Zastosowano kondensatory półprzewodnikowe oraz dławik skompensowany, który ogranicza zakłócenia.
„Mózgiem” urządzenia jest kontroler Yingjixin IP2726S, który jako pierwszy na świecie uzyskał certyfikat QC5 od Qualcomm o numerze QC20200812181.


To naprawdę interesujący układ, obsługuje mnóstwo protokołów. Chyba łatwiej byłoby napisać, czego nie obsługuje.
Maksymalne napięcie wejściowe wynosi 30 V, nominalne 25 V, ale możliwe, że w obwodzie zasilania znajduje się stabilizator.


Dwa pozostałe porty i ich przetwornice zamontowano na osobnej płytce.


Za drugi port USB-C odpowiada układ SW3522, który zawiera wszystko, co potrzebne do zbudowania ładowarki obsługującej PD 30 W i QC 12 V — poza dławikiem.


USB-A jest podłączone do układu przetwornicy Zhirong SW3521, podobnego do poprzedniego, ale różniącego się konfiguracją obsługiwanych protokołów.


Zdjęcie całości po rozebraniu.


Na tej smutnej nucie mógłbym zakończyć recenzję, ale chciałbym jeszcze odnieść się do innych „recenzji”.
Na początek warto sprawdzić liczbę sprzedanych ładowarek — i to tylko w głównym sklepie. No i tak, nie do końca rozumiem: czy podczas wyprzedaży mają ją sprzedawać za 31 dolarów zamiast 23?


A teraz sprawdźmy, skąd wzięli się ci kupujący. Najpierw obejrzyjmy film znanego sprzedajnego blogera-gaduły TECHNOZON


Potem wejdźmy na jedną ze znanych stron i przeczytajmy recenzję. Na początku nie chciałem podawać linków, ale autorzy często tego wymagają. No cóż, internet powinien znać swoich „bohaterów”.

Szczególnie spodobał mi się tekst: „Latem często wyjeżdżam na łono natury i podróżuję samochodem po kraju”.
No tak, szczególnie latem, w samochodzie, 160 W, jasneee.


A wisienką na torcie jest recenzja autorstwa topowego recenzenta na jeszcze bardziej znanej stronie. Tam w ogóle nie zawracał sobie głowy testami, ograniczył się do kilku zdjęć testera USB i tekstu w rodzaju: w internecie mówią, że wszystko jest OK, „brać”.
Właściwie to wszystko, co trzeba wiedzieć o poziomie recenzji niektórych autorów na tej stronie i o tym, za kogo mają swoich czytelników, a potem jeszcze obrażają się w komentarzach.


Ogólnie polityka jest taka: zyskują ci, którzy zapewniają sprzedaż. Testy? A komu one potrzebne, zwłaszcza jeśli mogą obniżyć sprzedaż? A jeśli dodać do tego późniejsze opłacanie reklam promocji i wyprzedaży...
Czy da się zarobić na publikowaniu uczciwych recenzji? Najczęściej nie, a moje ponad dziewięcioletnie doświadczenie to potwierdza. Nie, zdarzają się wyjątki, nie będę się spierał — na przykład gdy produkt jest po prostu dobry albo niska cena rekompensuje wady, albo sprzedawcy zwyczajnie wszystko jedno (choć zdarza się, że sprzedawcy proszą o uczciwą recenzję, ale raczej chcą, żeby ktoś zrobił za nich testy i wyciągnął wnioski, czyli w praktyce przeprowadził ekspertyzę techniczną).
Ja na przykład przywykłem do pisania szczerze, ale w takim przypadku sprzedawcy rzadko coś wysyłają. A kupować za własne pieniądze i robić uczciwą recenzję, żeby potem nikt nie kupił tego produktu? Można, oczywiście, ale jak rozumiecie, w ten sposób nie zarobię na kolejny produkt, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną sytuację w naszym kraju. Przy okazji, dzięki waszym datkom być może jednak coś zamówię do recenzji.

Ale tak naprawdę nie jest aż tak źle. Szukając recenzji tej ładowarki, trafiłem też na uczciwy film, w którym autor również miał problem z przegrzewaniem i pokazał to na nagraniu. Tyle że u niego urządzenie pracowało przez 15 minut z mocą 100 W, a nie 7–8 minut jak u mnie.


W opisie innej oferty w tym samym sklepie znajduje się zastrzeżenie, że aby uzyskać moc powyżej 100 W, należy użyć napięcia wyższego niż 12 V. Nie ma tego jednak na stronie głównej, a poza tym widzieliśmy, że nawet przy wyższym napięciu nie da się przez dłuższy czas uzyskać pełnej mocy.


Wnioski.
Za opakowanie, wzornictwo, liczbę obsługiwanych protokołów i parametry techniczne dałbym mocną piątkę z plusem, gdyby nie jedno istotne „ale”: deklarowane parametry urządzenie osiąga tylko przez krótki czas — u mnie 7–8 minut, u innej osoby 15 minut. Różnica nie jest jednak istotna, prędzej czy później zadziała zabezpieczenie. Osobno warto podkreślić, że zastosowano tu trzy przetwornice, a nie jedną wspólną.
Nie powiedziałbym, że mocno się nagrzewa: temperatura obudowy dochodzi do 76°C. Przypuszczam, że wewnątrz było około 100–110°C i dlatego układ scalony przechodził w tryb zabezpieczenia.
Mimo to będzie działać w miarę normalnie z obciążeniami pobierającymi około 50 W, a także z obciążeniami pobierającymi do 100 W przez krótki czas. Dlaczego „w miarę”? Bo po rozgrzaniu przy obciążeniu 50 W czas pracy z mocą 100 W będzie już liczony w minutach, a nawet bliżej 1–2 minut.
Niejasna jest też dziwna zmiana poboru prądu bez obciążenia — rośnie on, gdy na krótko wyłączyć ładowarkę, a potem włączyć ją ponownie.
Warto też zauważyć, że zastosowano tu tranzystory na 30 V, więc mogą wystąpić problemy przy zasilaniu z instalacji elektrycznej ciężarówki. Dotyczy to głównie wyjścia C1; dla pozostałych portów limit wynosi 35 V, co również w praktyce nie daje żadnego zapasu. Zasilanie napięciem 24 V zapewni jednak więcej możliwości: pierwszy port będzie pracował z większą mocą bez przechodzenia w tryb zabezpieczenia, a drugi i trzeci będą mogły podawać do 20 V zamiast do 12 V.
W samochodzie osobowym napięcie jest zasadniczo odpowiednie (choć i tu są pewne niuanse — warto sprawdzić wymagania dla komponentów klasy Automotive), ale moc jest dość mocno ograniczona.

Podsumowując, można przytoczyć dowcip z początku recenzji — w tym przypadku „nie poleciało”, choć sam pomysł jest naprawdę świetny, a zastosowane komponenty są całkiem przyzwoite. Zasadniczo można z tego korzystać do ładowania tabletów i telefonów, zwłaszcza że obsługiwanych jest wiele protokołów, a zabezpieczenie termiczne działa prawidłowo. Trzeba jednak pamiętać, że 160 W nie da się uzyskać przez dłuższy czas.
Jeśli zależy wam na prawidłowym działaniu, to chyba rzeczywiście lepiej kupić wersję 100 W z tego samego linku, ale za 19 dolarów. Wygląda na to, że jest lepiej zaprojektowana.

Na dziś to już wszystko. Ta recenzja trochę mnie zmęczyła — w zasadzie wyszły z tego trzy recenzje w jednej. Mam nadzieję, że była przydatna. Jak zawsze, bardzo czekam na wasze komentarze.
$23.26
Przejdź do sklepu
Tę stronę znaleziono, wyszukując:
baseus cczx-100cs ремонт, sw3521 аналог, power delivery car charger 160w, мощный блок питания baseus 160 w, https://www.kirich.blog/obzory/preobrazovateli/1190-zaryadnoe-ustroystvo-baseus-160w-cczx-160cx-v-prikurivatel

Wyniki z tej recenzji znajdują się w bazie pomiarów: Ładowarki

Oblicz samodzielnieWszystkie kalkulatory

Produkty w obniżonych cenach


Może Cię zainteresować


Produkty w obniżonych cenach


Wesprzyj projekt

Wszystkie materiały na stronie i porady są bezpłatne, ale będziemy wdzięczni za wsparcie projektu i kanału!

Komentarze3

Komentarze są publikowane w języku oryginału.

  1. 25 lipca 2023 19:44#1
    Нда... Что тут сказать, вроде действительно интересный зарядник и на комплектухе не экономили и где-то не рассчитали.
    А насчёт других обзоров, тоже подобное замечал, много кто переходит на уровень - получил, упаковано классно, включается, вроде работает, можно брать...
    0
  2. 25 lipca 2023 21:18#2
    Я как честный человек указываю реальные характеристики, дорабатывал платы чтобы повербанки могли длительно отдавать пусть не 100, а 90 ватт, а оказалось что можно было поступить как Базеус, указать 100 ватт, а то что этот режим работает всего 7 минут, кого это волнует...

    - А ещё есть известный тестировщик светодиодных ламп. У него в гладком ( без ребер ) корпусе А65 получается 17Вт 1600 Лм  и аналог ЛН 160Вт.
    У меня тоже получилось - минуты две :)
    +1
    1. 25 lipca 2023 21:53#3
      Да, именно о таких "обзорах" и речь. Не скажу что я тестирую достаточно, хотелось бы больше, например делать ресурсные тесты аккумуляторов, но по крайней мере пытаюсь.
      +1

Omów na forumMasz pytanie lub własne doświadczenia? Omów artykuł z autorem i czytelnikami — na forum wygodnie pokazuje się schematy i zdjęcia.
Przejdź na forum

Komentować mogą zarejestrowani czytelnicy. Rejestracja zajmuje minutę, a zalogować się można za pomocą tego samego konta co na forum.

Zaloguj sięRejestracja